Sponsor techniczny
Nowości
2012-03-26 09:55
Drużyna
Podczas wczorajszych, okolicznościowych przemów kierownictwa drużyny i trenera zostało nam zakomunikowane, że z końcem sezonu Violetta Karlińska rezygnuje ze stanowiska kierownika drużyny. Jest to ogromna strata ponieważ Viola oprócz ogarniania milionów rzeczy organizacyjnych, o których wiedzieliśmy, ogarniała też miliard, o których jeszcze nie wiemy, a z którycmi przyjdzie nam się w nowym sezonie zmierzyć.
Violi strasznie dziękujemy za wsparcie w tych trudnych, ale i radosnych dwóch latach mając nadzieję, że kilka miesięcy odpoczynku od ligowej kopaniny wyzwoli w niej chęci i siły do dalszej pomocy, nawet w mniejszym zakresie niż obecnie.
Nie jest jeszcze znany nowy kierownik zespołu, miejmy jednak nadzieję, że nie będzie aż tak destrukcyjny jak ten:
Violi strasznie dziękujemy za wsparcie w tych trudnych, ale i radosnych dwóch latach mając nadzieję, że kilka miesięcy odpoczynku od ligowej kopaniny wyzwoli w niej chęci i siły do dalszej pomocy, nawet w mniejszym zakresie niż obecnie.
Nie jest jeszcze znany nowy kierownik zespołu, miejmy jednak nadzieję, że nie będzie aż tak destrukcyjny jak ten:
2012-03-26 09:36
Romek
Na zakończenie sezonu przyszło nam rozegrać mecz o „być albo nie być” w I Lidze. Co prawda zarówno głosy dochodzące ze wszystkich stron, jak i nasze doświadczenie mówiły, że z ligi nie da się w praktyce spać a z 8 miejsca można zostać zaproszonym do Ekstraklasy niemniej postawa drużyny przed meczem była jasna, wysoko wygrać i liczyć na porażkę Marexu w Pyskowicach.
W poprzedniej kolejce okupujący miejsce w strefie spadkowej śląski Marex niespodziewanie wygrał z silną i pewną awansu do Ekstraklasy inną śląską drużyną AZS UŚ wyprzedzając nas w tabeli. Przed rozpoczęciem meczu mieliśmy nadzieję, że takie „cuda” już się nie powtórzą i Remedium we własnej hali nie odpuści zawodnikom z Chorzowa choć jak mogliśmy przeczytać na stronie Orlika:” Mało kto wierzy w sukces Marexu z Remedium, ale historia futsalu zna takie mecze”.
Nie oglądając się na historię futsalu sześciu zawodników Orlika dzielnie pokonało 350 km drogę do Warszawy aby powalczyć o kolejne 3 punkty i wyprzedzenie AZS UW w tabeli. Pokonali, pomimo dziur w drogach i drożejącej benzyny, choć kilka dni wcześniej dziwna decyzja wyznaczenia meczu wyjazdowego w Gdańsku na środę skutecznie ich do tego zniechęciła. Smutne, że osoby organizujące terminarz rozgrywek zarówno w PZPN, jak i w poszczególnych drużynach nie potrafią zrozumieć amatorskiego charakteru przynajmniej części drużyn i konieczności pracy w dniach ustawowo nie będących od niej zwolnionych, a tym samym zarabiania pieniędzy, które potem hobbystycznie wydajemy na futsal.
Przed meczem mieliśmy świadomość, że narzucając szybkie tempo meczu, grający z jednym zmiennikiem, w dodatku zmęczeni drogą rywale muszą w pewnym momencie spuchnąć. Od początku staramy się utrzymywać przy piłce (co nie zawsze nam w tym sezonie wychodziło) i szukać dziury w dobrze ustawionej strefie rywala. Co prawda kilka razy zakotłowało się w polu karnym Orlika, ale klarownych sytuacji jakoś nie mogliśmy sobie wypracować. Przy nisko grających gościach zdecydowanie przez pierwszych 10 minut brakowało strzałów z dystansu, które mogły by zaskoczyć dobrze początkowo grającego bramkarza rywali. Po ok. 10 minutach coraz śmielej poczynający sobie na boisku gracze z Brzegu zostali jednak skarceni, Viktor Kononchuk źle złożył się do strzału, piłka trafia do Andrzeja „mała stopa” Januszewskiego i ten w swoim stylu (czyli raczej dziubnięcie po rykoszecie na 4 metrze niż strzał z połowy w okienko) wyprowadza Mazovię na prowadzenie. Po kolejnych kilku minutach wygrywamy już 2:0. Tadeusz Kiełbiewski dostaje dobrą piłkę i silnym strzałem powiększa przewagę swojej drużyny. Spodziewający się gradu bramek dla gospodarzy zgromadzeni na Estadio na Banacha kibice przez kolejnych 10 minut muszą przecierać oczy rękoma aby uwierzyć w to co się dzieje, z raczej w to co się nie dzieje. Gracze Orlika coraz częściej zaczynają zagrażać bramce gospodarzy i po jednej z akcji strzelają na 1:2, wprowadzając zamieszanie w szeregi pewnie do tej pory grającej obrony Mazovii. Zawody z piłkarskich szachów zmieniają się w cymbergaja i kilkukrotnie, przede wszystkim z jednej strony Tomasz Rabanda może doprowadzić do wyrównania a drugiej Maciej Sidorowicz i przede wszystkim Wojtek Gacek powinni, zamiast na piwo do pobliskiego Lolka, wyspowiadać się jak mogli nie strzelić na 3:1 i karnie odmowić pokutę.
W tym okresie do poziomu meczu dostosowują się sędziowie, w jednej minucie najpierw nie gwiżdżąc ewidentnego faulu na wychodzącym sam na sam Gacku, a następnie „Boskiej” ręki Sebastiana Urbańczyka desperacko, ale i skutecznie broniącej swojej bramki. Zamiast wypunktować osłabiony Orlik, Mazovia udowadnia, że jak to określili kibice, "brakuje jej jeszcze piłkarskiego backoffice albo hardware" i po kolejnej pomysłowej akcji gości traci bramkę na 2:2. Prostopadła piłka do świetnie wychodzącego zawodnika rywali, przytomne odegranie na drugą stronę pola karnego i rywale pewnym strzałem pokonują dobrze broniącego w tym meczu Kacpra Romanowskiego. Stracona na 2:2 bramka chyba zaczęła uświadamiać ospale do tej pory grającym gospodarzom, że na tacy nikt punktów jej nie przyniesie, ani nie utrzyma drużyny w I Lidze. Jeszcze przez kilka minut zawodnicy obu drużyn wydawali się bardziej myślami krążyć nad talerzem z wieczorną kolacją niż nad rozerwaniem siatki w bramce ale klasyczna akcja Kiełbiewskiego z Maciejem Gawrońskim przełamała niemoc gospodarzy. Dobre przyjęcie i zastawienie się trenera Mazovii i wbiegający popularny „Alav” potężnym zamachem delikatnie wtacza piłkę poło prawego słupka zaskoczonego bramkarza gości. Od stanu 3:2 na boisku istniała już tylko jedna drużyna. Goście uświadomiwszy sobie, że zamiast spacerek na kolację czeka ich długi, męczący powrót do domu, a cały mecz grając z jedną zmianą mają prawo się zmęczyć, raz za razem pozwalają się punktować łapiącym wiatr w żagle gospodarzom. Po kolej Marek Zbyszewski, Kononchuk i Kiełbiewski zmieniają wynik na tablicy i po końcowym gwizdku radosny taniec na parkiecie przerywany jest tylko pytaniami „Co w Pyskowicach” oraz (trochę mniej) co z bramkarzem gości niemiłosiernie "obitym" w tym meczu, którego jeszcze na 5 sekund przed końcem w sytuacji dwóch na bramkarza skasował, waląc piłką prosto w klatkę Zbyszewski ;).
Dzięki kontaktom Wojtka Gacka szybko dowiadujemy się, że drugiego „Cudu na Wyżynie Katowickiej” nie było i Remedium (za co ładnie dziękujemy) pokonało Marex 9:3.
Mazovia Warszawa w debiutanckim sezonie dogrywa sezon do końca i utrzymuje się w I Lidze.
Mazovia Empik School UW Warszawa – Orlik Brzeg 6:2 (2:1)
Bramki: Kiełbiewski x2, Januszewski, Gawroński, Kononchuk, Zbyszewski.
Mazovia: Romanowski, Karliński – Hereśniak, Gawroński, Sidorowicz, Gacek, Kiełbiewski, Urbańczyk, Kononchuk, Józwik, Januszewski, Zbyszewski.
W poprzedniej kolejce okupujący miejsce w strefie spadkowej śląski Marex niespodziewanie wygrał z silną i pewną awansu do Ekstraklasy inną śląską drużyną AZS UŚ wyprzedzając nas w tabeli. Przed rozpoczęciem meczu mieliśmy nadzieję, że takie „cuda” już się nie powtórzą i Remedium we własnej hali nie odpuści zawodnikom z Chorzowa choć jak mogliśmy przeczytać na stronie Orlika:” Mało kto wierzy w sukces Marexu z Remedium, ale historia futsalu zna takie mecze”.
Nie oglądając się na historię futsalu sześciu zawodników Orlika dzielnie pokonało 350 km drogę do Warszawy aby powalczyć o kolejne 3 punkty i wyprzedzenie AZS UW w tabeli. Pokonali, pomimo dziur w drogach i drożejącej benzyny, choć kilka dni wcześniej dziwna decyzja wyznaczenia meczu wyjazdowego w Gdańsku na środę skutecznie ich do tego zniechęciła. Smutne, że osoby organizujące terminarz rozgrywek zarówno w PZPN, jak i w poszczególnych drużynach nie potrafią zrozumieć amatorskiego charakteru przynajmniej części drużyn i konieczności pracy w dniach ustawowo nie będących od niej zwolnionych, a tym samym zarabiania pieniędzy, które potem hobbystycznie wydajemy na futsal.
Przed meczem mieliśmy świadomość, że narzucając szybkie tempo meczu, grający z jednym zmiennikiem, w dodatku zmęczeni drogą rywale muszą w pewnym momencie spuchnąć. Od początku staramy się utrzymywać przy piłce (co nie zawsze nam w tym sezonie wychodziło) i szukać dziury w dobrze ustawionej strefie rywala. Co prawda kilka razy zakotłowało się w polu karnym Orlika, ale klarownych sytuacji jakoś nie mogliśmy sobie wypracować. Przy nisko grających gościach zdecydowanie przez pierwszych 10 minut brakowało strzałów z dystansu, które mogły by zaskoczyć dobrze początkowo grającego bramkarza rywali. Po ok. 10 minutach coraz śmielej poczynający sobie na boisku gracze z Brzegu zostali jednak skarceni, Viktor Kononchuk źle złożył się do strzału, piłka trafia do Andrzeja „mała stopa” Januszewskiego i ten w swoim stylu (czyli raczej dziubnięcie po rykoszecie na 4 metrze niż strzał z połowy w okienko) wyprowadza Mazovię na prowadzenie. Po kolejnych kilku minutach wygrywamy już 2:0. Tadeusz Kiełbiewski dostaje dobrą piłkę i silnym strzałem powiększa przewagę swojej drużyny. Spodziewający się gradu bramek dla gospodarzy zgromadzeni na Estadio na Banacha kibice przez kolejnych 10 minut muszą przecierać oczy rękoma aby uwierzyć w to co się dzieje, z raczej w to co się nie dzieje. Gracze Orlika coraz częściej zaczynają zagrażać bramce gospodarzy i po jednej z akcji strzelają na 1:2, wprowadzając zamieszanie w szeregi pewnie do tej pory grającej obrony Mazovii. Zawody z piłkarskich szachów zmieniają się w cymbergaja i kilkukrotnie, przede wszystkim z jednej strony Tomasz Rabanda może doprowadzić do wyrównania a drugiej Maciej Sidorowicz i przede wszystkim Wojtek Gacek powinni, zamiast na piwo do pobliskiego Lolka, wyspowiadać się jak mogli nie strzelić na 3:1 i karnie odmowić pokutę.
W tym okresie do poziomu meczu dostosowują się sędziowie, w jednej minucie najpierw nie gwiżdżąc ewidentnego faulu na wychodzącym sam na sam Gacku, a następnie „Boskiej” ręki Sebastiana Urbańczyka desperacko, ale i skutecznie broniącej swojej bramki. Zamiast wypunktować osłabiony Orlik, Mazovia udowadnia, że jak to określili kibice, "brakuje jej jeszcze piłkarskiego backoffice albo hardware" i po kolejnej pomysłowej akcji gości traci bramkę na 2:2. Prostopadła piłka do świetnie wychodzącego zawodnika rywali, przytomne odegranie na drugą stronę pola karnego i rywale pewnym strzałem pokonują dobrze broniącego w tym meczu Kacpra Romanowskiego. Stracona na 2:2 bramka chyba zaczęła uświadamiać ospale do tej pory grającym gospodarzom, że na tacy nikt punktów jej nie przyniesie, ani nie utrzyma drużyny w I Lidze. Jeszcze przez kilka minut zawodnicy obu drużyn wydawali się bardziej myślami krążyć nad talerzem z wieczorną kolacją niż nad rozerwaniem siatki w bramce ale klasyczna akcja Kiełbiewskiego z Maciejem Gawrońskim przełamała niemoc gospodarzy. Dobre przyjęcie i zastawienie się trenera Mazovii i wbiegający popularny „Alav” potężnym zamachem delikatnie wtacza piłkę poło prawego słupka zaskoczonego bramkarza gości. Od stanu 3:2 na boisku istniała już tylko jedna drużyna. Goście uświadomiwszy sobie, że zamiast spacerek na kolację czeka ich długi, męczący powrót do domu, a cały mecz grając z jedną zmianą mają prawo się zmęczyć, raz za razem pozwalają się punktować łapiącym wiatr w żagle gospodarzom. Po kolej Marek Zbyszewski, Kononchuk i Kiełbiewski zmieniają wynik na tablicy i po końcowym gwizdku radosny taniec na parkiecie przerywany jest tylko pytaniami „Co w Pyskowicach” oraz (trochę mniej) co z bramkarzem gości niemiłosiernie "obitym" w tym meczu, którego jeszcze na 5 sekund przed końcem w sytuacji dwóch na bramkarza skasował, waląc piłką prosto w klatkę Zbyszewski ;).
Dzięki kontaktom Wojtka Gacka szybko dowiadujemy się, że drugiego „Cudu na Wyżynie Katowickiej” nie było i Remedium (za co ładnie dziękujemy) pokonało Marex 9:3.
Mazovia Warszawa w debiutanckim sezonie dogrywa sezon do końca i utrzymuje się w I Lidze.
Mazovia Empik School UW Warszawa – Orlik Brzeg 6:2 (2:1)
Bramki: Kiełbiewski x2, Januszewski, Gawroński, Kononchuk, Zbyszewski.
Mazovia: Romanowski, Karliński – Hereśniak, Gawroński, Sidorowicz, Gacek, Kiełbiewski, Urbańczyk, Kononchuk, Józwik, Januszewski, Zbyszewski.
2012-03-25 23:12
Romek
Po dzisiejszej wygranej z zespołem Orlika Brzeg 6:2 zapewniamy sobie 10 miejsce w tabeli I Ligi i tym samym UTRZYMANIE W LIDZE! Także niezależnie od kształtu rozgrywek w nowym sezonie i kolejnych pomysłów na zmiany w ich kształcie, a także naszej decyzji o dalszym kształcie działania stowarzyszenia podstawowy cel na ten sezon został osiągnięty. Wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że udało się skończyć sezon i osiągnąć najważniejszy cel chcemy serdecznie podziękować.
Przed nami kilkumiesięczny okres odpoczynku od ligi, co nie znaczy odpoczynku od treningów. Najbliższym celem jest przygotowanie się do turnieju Futsal Baltic Cup, w którym będziemy chcieli zagrać przy okazji dobrze się bawiąc nad polskim morzem.
Przed nami kilkumiesięczny okres odpoczynku od ligi, co nie znaczy odpoczynku od treningów. Najbliższym celem jest przygotowanie się do turnieju Futsal Baltic Cup, w którym będziemy chcieli zagrać przy okazji dobrze się bawiąc nad polskim morzem.
2012-03-23 08:14
Romek i Bartek
Mazovia vs Orlik - plakat, by GumaSerdecznie zapraszamy wszystkich kibiców na ostatni mecz I ligowego sezonu Polskiej Ligi Futsalu Mazovia - Orlik Brzeg. Najbliższy rywal, również debiutujący na tym poziomie rozgrywek jest ligowym średniakiem i na mecz do Warszawy przyjeżdża ambitnie powalczyć o kolejne 3 punkty. Mazovia, która na koniec sezonu zaczęła grac lepiej, musi ten mecz wygrać aby przy korzystnym wyniku meczu w Pyskowicach przeskoczyć w tabeli Marex i obronić się przed spadkiem. Zatem na brak emocji w hali na Banacha na pewno nie będziemy narzekać
Mazovia Empik School UW - Orlik Brzeg
niedziela 25 marca godzina 18:00
Centrum Sportu i Rekreacji UW, ul. Banacha 2a, Warszawa
2012-03-19 14:11
Romek
W niedzielnym meczu przegrywamy z akademikami z Gdańska 4:12. Gospodarze zdecydowanie pokazali dlaczego w tym sezonie nie mają sobie równych na szczeblu I Ligi a w następnym będą grali w futsalowej Ekstraklasie. Bramki strzelali: dwie Kononchuk i po jednej Kiełbiewski i Zbyszewski.
Niemiłą niespodziankę sprawiła drużyna AZS UŚ przegrywając z sąsiadującym z nami zespołem Marexu, który tym samym wyprzedził nas w tabeli. Za tydzień ostatnia kolejna i tylko wygrana z Orlikiem daje nam szansę na utrzymanie.
Następna strona >>>
Niemiłą niespodziankę sprawiła drużyna AZS UŚ przegrywając z sąsiadującym z nami zespołem Marexu, który tym samym wyprzedził nas w tabeli. Za tydzień ostatnia kolejna i tylko wygrana z Orlikiem daje nam szansę na utrzymanie.